sobota, 7 grudnia 2013

Won't let the city destroy our love
Won't let the city destroy my love 
Won't let no mistake take the roof from off our heads
No I
Won't let this city destroy us 
Won't let the city destroy our love



The City

Patrick Wolf

Chce poczuć Świąteczny klimat...



W związku z tegorocznym wyjazdem przedświątecznym, chce mi się Świat już teraz... i ich klimatu. Wiec zapaliłam pomarańczowo pachnącą świecę, a na karniszu oplotłam lampki świąteczn. Za oknem śnieg, a na fotelu kot ;)

Dla jeszcze mocniejsze ogrzanie serca włączyłam sobie Tom'a Jones'a i jego "It's Not Unusual".




wtorek, 3 grudnia 2013






To sprawdza się prawie w 100%. Chyba, że ktoś włączy "Przyjaciół".


 Poprawka kiedy ja ich włączę.


Siedząc w pociągu relacji Grodzisk Mazowiecki - Warszawa Wschodnia, na parapecie dostrzegłam taki krótki wpis:

"Odważni żyją, ostrożni trwają..."


... jakie to 
prawdziwe.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Czesław Miłosz - Campo di Fiori

W Rzymie na Campo di Fiori
Kosze oliwek i cytryn,
Bruk opryskany winem
I odłamkami kwiatów.
Różowe owoce morza
Sypią na stoły przekupnie,
Naręcza ciemnych winogron
Padają na puch brzoskwini.


Tu na tym właśnie placu
Spalono Giordana Bruna,
Kat płomień stosu zażegnął
W kole ciekawej gawiedzi.
A ledwo płomień przygasnął,
Znów pełne były tawerny,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli przekupnie na głowach.


Wspomniałem Campo di Fiori
W Warszawie przy karuzeli,
W pogodny wieczór wiosenny,
Przy dźwiękach skocznej muzyki.
Salwy za murem getta
Głuszyła skoczna melodia
I wzlatywały pary
Wysoko w pogodne niebo.


Czasem wiatr z domów płonących
Przynosił czarne latawce,
Łapali skrawki w powietrzu
Jadący na karuzeli.
Rozwiewał suknie dziewczynom
Ten wiatr od domów płonących,
śmiały się tłumy wesołe
W czas pięknej warszawskiej niedzieli.


Morał ktoś może wyczyta,
że lud warszawski czy rzymski
Handluje, bawi się, kocha
Mijając męczeńskie stosy.
Inny ktoś morał wyczyta
O rzeczy ludzkich mijaniu,
O zapomnieniu, co rośnie,
Nim jeszcze płomień przygasnął.


Ja jednak wtedy myślałem
O samotności ginących.
O tym, że kiedy Giordano
Wstępował na rusztowanie,
Nie znalazł w ludzkim języku
Ani jednego wyrazu,
Aby nim ludzkość pożegnać,
Tę ludzkość, która zostaje.


Już biegli wychylać wino,
Sprzedawać białe rozgwiazdy,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli w wesołym gwarze.
I był już od nich odległy,
Jakby minęły wieki,
A oni chwilę czekali
Na jego odlot w pożarze.


I ci ginący, samotni,
Już zapomniani od świata,
Język nasz stał się im obcy
Jak język dawnej planety.
Aż wszystko będzie legendą
I wtedy po wielu latach
Na nowym Campo di Fiori
Bunt wznieci słowo poety. 



Warszawa - Wielkanoc, 1943



niedziela, 1 grudnia 2013

"Czy dom bez kota - najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego - zasługuje w ogóle na miano domu?"


Mark Twain